Na mazurskiej wsi, za siedmioma pagórkami, za siedmioma krzaczkami,
nad miłą sadzawką pasła się Łaciata. Łaciata była jeszcze bardzo małą krówką
i dopiero poznawała świat. Wszystko, co zobaczyła, bardzo ją interesowało.
Dmuchawce, które niczym bańka mydlana znikały, gdy tylko dotknęła
ich noskiem, motylki robiące sobie przystanek na źdźbłach trawy, nawet mrówki,
spacerujące po ziemi w równiutkich rzędach.

Nic nie umykało jej uwadze. Poznawanie świata było tylko jedną
z jej ulubionych rozrywek. Łaciata najbardziej, ale to najbardziej
ze wszystkiego na świecie uwielbiała zabawę. Całymi dniami mogłaby
hasać, broić i turlać się w trawie. Inne krówki oczywiście też uczestniczyły
w zabawach, ale kiedy były już zmęczone, naszej łaciatej ciągle było mało.

Pewnego słonecznego dnia, kiedy łaciata jak zwykle zajęta była bieganiem
po łące, zauważyła coś bardzo dziwnego. Myślała, że wszystko już widziała,
ale takiego dziwnego stwora to chyba nigdy.

Ów stwór stał sobie dostojnie na środku łąki, miał długi czerwony dziób
i na dodatek stał na jednej nodze. Czarno-biały, niby jak inne krowy,
ale krową to on z pewnością nie był. Łaciata obeszła go z każdej strony,
uważnie się przyglądając.

Nagle to coś się poruszyło! Łaciata przestraszyła się odrobinę
i zrobiła krok do tyłu. Ptaszysko rozpostarło skrzydła, oderwało
się od ziemi i poszybowało między chmurami. Łaciata z otwartą
buzią, zaciekawiona przyglądała się tym dziwnym zjawiskom.

I tak właśnie poznała swojego nowego najlepszego
przyjaciela – bociana. Ptak kołował chwilę po niebie i wylądował
w tym samym miejscu. Okazało się, że nigdzie nie leciał, a tylko
trochę się popisywał. Łaciatej bardzo się to podobało.

Bocian starał się nauczyć łaciatą odrywać od ziemi,
ale niestety mu się nie udało. Nie miało to znaczenia,
bo i tak bawili się przy tym świetnie. Od tamtej pory,
gdy tylko bocian pojawiał się na łące zawsze wypatrywał
swojej koleżanki. Wspólnie spędzali całe dnie robiąc
to, co łaciata lubiła najbardziej, czyli głównie żarty i figle.

Kiedy Łaciata podrosła, nadal przyjaźniła się z bocianem. Każdego ranka
przychodziła pod jego gniazdo i muczeniem wybudzała z bocianiego snu.

Trawa poszarzała, liście pożółkły, a bocian poleciał. I to na dodatek, gdzieś bardzo, bardzo daleko. Czy wróci? Łaciata, choć było jej smutno głęboko wierzyła, że tak. Miała w końcu przy sobie jeszcze inne krówki, które chętnie poczekają na bociana razem z nią.

Warto było czekać! Bocian oczywiście wrócił, co bardzo ucieszyło naszą Łaciatą. I co teraz? Od czego zacząć? Jest przecież cała łąka możliwości. Na szczęście Łaciata i bocian mają całą wiosnę i lato, żeby robić to co lubią najbardziej. Będą cieszyć się mazurską łąką, może znowu pouczą się latać. Kto wie, co przyjdzie do głowy tej rozbrykanej dwójce.

pomiń
intro